W lampie prądu brak, bo wcale nie dochodzi. Rozebrałem zatem włącznik, a tutaj to samo.
W skrzynce elektrycznej jest wszystko w porządku. Napięcie wchodzi i wychodzi, zatem szukam dalej.
Dotarłem do puszki, która choć trochę dziwna, jest podłączona. Nie znaczy, że działa, bo do niej również, częściowo nie dochodzi napięcie. Wniosek zatem prosty - od bezpiecznika wychodzi, a do puszki nie trafia. Najpewniej kabel uszkodzony po drodze. I tu pojawia się problem, bo wszystko zatynkowane i ładnie pomalowane, czyli ciężko znaleźć. Do tego chata wynajęta i kuć trochę szkoda. Puścić nowy na wierzchu? Też niezbyt wypada. Tym oto sposobem, w porozumieniu z klientem, nie usunąłem usterki.
Do zobaczenia wkrótce. A może u Ciebie?
Rafał




Czytałam wpis o tym, że nie zawsze wszystko się udaje – to temat, który mi się szczególnie przyblizył na przestrzeni lat. U mnie się sprawdziło, że gdy coś pójdzie nie tak, lepiej być szczerą z klientem od razu niż ukrywać problem. W hydraulice takie sytuacje się zdarzają – czasem odkryjesz podczas pracy dodatkowe uszkodzenia, czasem materiał okazuje się mniej trwały niż liczysz. Z mojego doświadczenia wynika, że najważniejsze jest wtedy wyjaśnić, co się stało i jak to naprawimy. Klienci zazwyczaj rozumieją, gdy widzą, że działasz w dobrej wierze i chcesz to wszystko naprawić porządnie. To właśnie takie sytuacje uczą mnie, dlaczego w mojej pracy nie ma miejsca na pośpiech czy tandetę.
OdpowiedzUsuń